piątek, 30 grudnia 2011

jeszcze w starym roku

udalo mi sie zmusic, naklonic siebie, pzrekonac - do powrotu do biegania.
po roku lenia smierdzacego i oszukiwania siebie, ze nie trzeba, ze nie warto, ze mnie kolana bola i to szkodliwe jest - zaczelam znow i z kazdym kolejnym wyjsciem jest mi latwiej.
nie zapadne tej zimy na depresje, oj nie.
raz, ze pogoda najwyrazniej mi sprzyja - rekordowo cieplo i slonecznie, nawet jakby sie zaraz mialo cos spierdzielic to i tak pozostaja raptem dwa miesiace zimowe.
dwa - ta sprawa z nowa, dlugo poszukiwana praca sprawia, ze myslami jestem juz w kwietniu
trzy - pomysl na solidny detoks na poczatku jesien jakos mnie trzymal w ryzach przez cala jesien i mimo zimy (lagodnej , bo lagodnej ale jednak zimy) - nadal trzyma.
rozpasalam sie, nieuniknione to bylo - w czasie swiat - ale tym chyba szybciej sie teraz po tym popasie zbieram. koncycji jedynie nie mam zadnej - a mialam jak maratonczyk.
no nic - zbuduje ja na nowo.
pocieszajace jest to, ze z kazdym kolejnym wyjsciem na wycisk jest mi latwiej WYJSC i duzo radosniej wrocic PO  do domu.
stopniowo wroce do formy  - i tej duchowej i tej fizycznej - i mam nadzieje - TEJ WYGLADOWEJ tez.
zazwyczaj pzreciez zabieralam sie za siebie w styczniu , lutym - zatem skoro teraz stanelam na macie w grudniu - prognozy widze tylko optymistyczne


1 komentarz:

  1. no prosze, ja tez własnie postanowiłam biegac :* zróbmy to razem ;)

    OdpowiedzUsuń