wtorek, 6 grudnia 2011

a teraz do rzeczy, czwartek, 22 maja 2008, laudik

przetestowalam juz chyba wszelkie warianty dzialania bloxa i mimo wczesniejszych watpliwosci moge stwierdzic, ze poki co zostaje.
jest tu pare niuansow, ktore niekoniecznie mnie sie podobaja; jest tez mnostwo funkcji ,
ktore mnei przerastaja i wiele czasu uplynie zanim zlapie co do czego.
ale na plus liczy sie to, ze chodzi szybko, nie mysli zbyt duzo nad wszystkim i - jak mowi haslo pzrewodnie - tu sie dobrze pisze:)).....no oby oby...

a przede mna trzy dni w towarzystwie dzieci
bez zadnego wsparcia .
dramat.
a pan MONż bedzie w tym czasie bawil w londku w charakterze gwiazdy rocka.
nienawidze sobot i niedziel wlasnie z tego powodu, ze zazwyczaj siedze w te dni z dziecmi sama i za cholere nie wiem co wymyslic takiego co daloby im zajecie a mi spokoj.
poza tym wymyslilam sobie, ze zaczne cisnac na glosnie czytanie w domu - codziennie.
i to nie moja a kaja.
wszystko po to, zeby nie zapomnial jak sie czyta po polsku.
zastanawiam sie tez co zrobic z laskami, bo nie byly tak madre jak kaj i nie nauczyly sie jak dotad czytac. wiec jak juz ktos sie za nie zabierze to beda uczyly sie tylko w inglisz.
a ja bylabym jednak za tym, zeby posiadly umiejetnosc pisania i czytania w polisz.
Zatem zaczne chyba je troche uczyc tez, zeby w przyszlosci mialy umiejetnosc poslugiwania sie
polskim i w mowie i w pismie.
i zeby babcia polonistka nie plakala z tego powodu.

a poza tym to nadal leb jak sklep, dziadostwo trzyma mnei tak az mnie dziasła bola .
nie wiem co zlapałam i gdzie, ale kurewsko agresywne to jest.
ale coz sie dziwic - choroba wsciekłych krow tez STAD wyszla zdaje mi sie.
wiec co mi tam grypa, katar czy cokolwiek to jest

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz