wtorek, 6 listopada 2012

Boze jak jest zimno.

Jak jest ciemno juz o 4 po poludniu.

Jak strasznie sie czlowiekowi nic nie chce.

Jak ciezko jest sie zmusic do jakiejkolwiek aktywnosci.

Ja strasznie mi sie rysuja wydatki w nadchodzacych miesiacach - urodziny dziewczyn, swieta, urodziny Kaja...

chyba zeby bylo wiecej pieniedzy powinnismy z Michalem pzrestac jesc.
Bo pieniadze beda nam potrzebne na te wszystkie imprezy jak cholera.
Jak co roku po urodzinach Kaja zobaczymy wielka, pzrepastna dziure i w portfelach i w kieszeniach...
Ja pierdole...


jakos wszystkei te rozsterki inaczej wygaldaja z perspektywy lawki na patio ustawionej w pelnym sloncu...
A w zime... masakra...
Jeszcze te rachunki, prad, gaz...
te poranne szyby cale zaparowane, skraplajaca sie woda... brrrr...

135 dni do wiosny....

wtorek, 5 czerwca 2012

dupa!!!!
dupa, dupa dupa dupa!!!!

kurwa!!!!
kurwa , kurwa kurwa kurwa mac!!!

by ich wszystkich chuj, kurwa i szlag trafil...!!!!


wolne mam i musze jak najszybciej znow byc zajeta...


wyjazd do pl za 3 tygodnie.
mimo ze samolotem - i tradycyjnie sram ze strachu i coraz czesciej zdarzaja mi sie nagle ataki paniki w zwiazku z planowanym lotem - nie moge sie doczekac.
zeby sie spotkac ze znajomymi i tymi nieznajomymi tez.

pojutrze wyjazd na polnoc - tez nie moge sie doczekac.
ogolnie nastroj wisielczy.
poczucie sensu i wlasnej wartosci - gleboka holenderska depresja,.
szukam sposobu jak sie odbic od jej dna.

pogoda - no coz - tez chujowa.
ogolnie bywalo duzo lepiej pod kazdym wzgledem.
ogolnie chcialabym sie znalezc w kompletnie innym wymiarze, innej rzeczywistosci, innym ciele, innym miejscu lub zniknac gdzies.
miec czas na oddech, przemyslenie, niemyslenie, niebycie, nicnierobienie,
i nawet to niemozliwe...

czwartek, 15 marca 2012

dawno nie pisane, bardzo dawno.
ale sytuacja jakby  mnie pochalania na tyle, ze nie chce sie rozpraszac - przynajmniej jeszcze nie teraz.
z form aktywnosci internetowej - facebook - ale sadzac po czestotliwosci wpisow innych zaprzyjaznionych piszacych - wszyscy tak mają:)

zaplanowal mi sie wyjazd do POlski - na koniec czerwca  - z okazji slubu Przemka i pojade na niego jako samotny rodzic z 3 dzieci.
M powinien jak najszybciej zmienic prace, to juz 3 slub w ciagu roku ktory mu przechodzi kolo nosa.

zatem z wizyty rodziny znow nici - ciekawe, ze przyjaciele i znajmi zawsze znajduja czas zeby sie do nas wybrac, ntomiast najblizsza rodzina - jakby unikala.

co do wizyt znajomych zapowiada sie ciekawie , bo praktycznie od stycznia ciagle kogosc goscimy - na weekend, na pare dni.
jednej wizyty jestem bardzo ciekawa i na nia czekam - Pawel zapowiedzial sie do nas na koniec kwietnia lub poczatek maja.
odkad wyplynal nie wiem nic jak sytuacja prawna jego tzw malzenstwa - jak i pewnie on sam:)
 - ciekawe wiec co takiego nam opowie jak juz zaraz po powrocie z morza u nas zawita.

o pracy nie chce mi sie pisac - jest fajna i bardzo wymagajaca.
warunki pracy - dobre - warunki personalne - skostniale i osadzone w niedzisiejszych realiach,
ale nie przeszkadzaja  mi na tyle by spedzac sen z powiek.

co poza tym - nie wiem sama - jest ok   - chyba najbardziej upajam sie stabilizacja  - nie zastanawiam, nie planuje, nie przyemysliwuje. odpreze sie chyba dopiero za miesiac...

wtorek, 10 stycznia 2012

pracuje.
codziennie zapycham do pracy.
i kurcze, cieszy mnie to, chyba sie stesknilam za byciem poukladanym zawodowo czlowiekiem.
nie jest tak samo jak wtedy kiedy byla tylko praca i po pracy zabawa, kiedy zarobkowalo sie nie dla kariery,
a dla mozliwosci realizowania dzikich akcji.
kiedy do 16 bylam poukladana dziewczyna w garniturze, a po 16 i w weekendy bylam w koncu soba.

teraz jest inaczej.
po 8 latach poczatkowej radosci z prowadzenia wlasnej dzialanosci, a pozniej po zmaganiach sie z nia
osiagnelam sytuacje spzred dzieci, tyle, ze tym razem swiadomie i dojrzalej.
dawniej obowiazki, ktore do mnie nalezaly byly jakby dane mi na wyrost - dawalam rade, ale czulam sie
w tamtym zyciu jak w za ciasnym garniturze.
teraz w koncu czuje sie dorosla na tyle by ponownie robic co odpowiedzialnego.
i tak odpowiedzialna , ze gotowa na dorosla prace.

i stalo sie to w najlepszym mozliwym momencie - wszystkie stresy i pzremyslenia zlaczone z nieuchronnie zbilzajaca sie 40 zdecydowanie sie oddalily i przestaly mnie budzic po nocach.
moja wewnetrzna dorosla ja zostala dostzrezona, wyrozniona i pochwalona - bardzo mile uczucie.
mimo ze od lat staram sie swoje ego upchnac za szafa - podjecie tej pracy strasznie moje ego nakarmilo
az mu sie za ta szafa zrobilo troszke ciasno:)
ale niech tam siedzi - tam jest jego miejsce - syte i szczesliwe - i niech mi nie zatruwa zycia...:)
mam pare rzeczy do zrobienia...