wtorek, 10 stycznia 2012

pracuje.
codziennie zapycham do pracy.
i kurcze, cieszy mnie to, chyba sie stesknilam za byciem poukladanym zawodowo czlowiekiem.
nie jest tak samo jak wtedy kiedy byla tylko praca i po pracy zabawa, kiedy zarobkowalo sie nie dla kariery,
a dla mozliwosci realizowania dzikich akcji.
kiedy do 16 bylam poukladana dziewczyna w garniturze, a po 16 i w weekendy bylam w koncu soba.

teraz jest inaczej.
po 8 latach poczatkowej radosci z prowadzenia wlasnej dzialanosci, a pozniej po zmaganiach sie z nia
osiagnelam sytuacje spzred dzieci, tyle, ze tym razem swiadomie i dojrzalej.
dawniej obowiazki, ktore do mnie nalezaly byly jakby dane mi na wyrost - dawalam rade, ale czulam sie
w tamtym zyciu jak w za ciasnym garniturze.
teraz w koncu czuje sie dorosla na tyle by ponownie robic co odpowiedzialnego.
i tak odpowiedzialna , ze gotowa na dorosla prace.

i stalo sie to w najlepszym mozliwym momencie - wszystkie stresy i pzremyslenia zlaczone z nieuchronnie zbilzajaca sie 40 zdecydowanie sie oddalily i przestaly mnie budzic po nocach.
moja wewnetrzna dorosla ja zostala dostzrezona, wyrozniona i pochwalona - bardzo mile uczucie.
mimo ze od lat staram sie swoje ego upchnac za szafa - podjecie tej pracy strasznie moje ego nakarmilo
az mu sie za ta szafa zrobilo troszke ciasno:)
ale niech tam siedzi - tam jest jego miejsce - syte i szczesliwe - i niech mi nie zatruwa zycia...:)
mam pare rzeczy do zrobienia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz