Boze jak jest zimno.
Jak jest ciemno juz o 4 po poludniu.
Jak strasznie sie czlowiekowi nic nie chce.
Jak ciezko jest sie zmusic do jakiejkolwiek aktywnosci.
Ja strasznie mi sie rysuja wydatki w nadchodzacych miesiacach - urodziny dziewczyn, swieta, urodziny Kaja...
chyba zeby bylo wiecej pieniedzy powinnismy z Michalem pzrestac jesc.
Bo pieniadze beda nam potrzebne na te wszystkie imprezy jak cholera.
Jak co roku po urodzinach Kaja zobaczymy wielka, pzrepastna dziure i w portfelach i w kieszeniach...
Ja pierdole...
jakos wszystkei te rozsterki inaczej wygaldaja z perspektywy lawki na patio ustawionej w pelnym sloncu...
A w zime... masakra...
Jeszcze te rachunki, prad, gaz...
te poranne szyby cale zaparowane, skraplajaca sie woda... brrrr...
135 dni do wiosny....
wycinki z zycia blondynki
it's obvious - it's not the place i'm supposed to be
wtorek, 6 listopada 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
dupa!!!!
dupa, dupa dupa dupa!!!!
kurwa!!!!
kurwa , kurwa kurwa kurwa mac!!!
by ich wszystkich chuj, kurwa i szlag trafil...!!!!
wolne mam i musze jak najszybciej znow byc zajeta...
wyjazd do pl za 3 tygodnie.
mimo ze samolotem - i tradycyjnie sram ze strachu i coraz czesciej zdarzaja mi sie nagle ataki paniki w zwiazku z planowanym lotem - nie moge sie doczekac.
zeby sie spotkac ze znajomymi i tymi nieznajomymi tez.
pojutrze wyjazd na polnoc - tez nie moge sie doczekac.
ogolnie nastroj wisielczy.
poczucie sensu i wlasnej wartosci - gleboka holenderska depresja,.
szukam sposobu jak sie odbic od jej dna.
pogoda - no coz - tez chujowa.
ogolnie bywalo duzo lepiej pod kazdym wzgledem.
ogolnie chcialabym sie znalezc w kompletnie innym wymiarze, innej rzeczywistosci, innym ciele, innym miejscu lub zniknac gdzies.
miec czas na oddech, przemyslenie, niemyslenie, niebycie, nicnierobienie,
i nawet to niemozliwe...
dupa, dupa dupa dupa!!!!
kurwa!!!!
kurwa , kurwa kurwa kurwa mac!!!
by ich wszystkich chuj, kurwa i szlag trafil...!!!!
wolne mam i musze jak najszybciej znow byc zajeta...
wyjazd do pl za 3 tygodnie.
mimo ze samolotem - i tradycyjnie sram ze strachu i coraz czesciej zdarzaja mi sie nagle ataki paniki w zwiazku z planowanym lotem - nie moge sie doczekac.
zeby sie spotkac ze znajomymi i tymi nieznajomymi tez.
pojutrze wyjazd na polnoc - tez nie moge sie doczekac.
ogolnie nastroj wisielczy.
poczucie sensu i wlasnej wartosci - gleboka holenderska depresja,.
szukam sposobu jak sie odbic od jej dna.
pogoda - no coz - tez chujowa.
ogolnie bywalo duzo lepiej pod kazdym wzgledem.
ogolnie chcialabym sie znalezc w kompletnie innym wymiarze, innej rzeczywistosci, innym ciele, innym miejscu lub zniknac gdzies.
miec czas na oddech, przemyslenie, niemyslenie, niebycie, nicnierobienie,
i nawet to niemozliwe...
czwartek, 15 marca 2012
dawno nie pisane, bardzo dawno.
ale sytuacja jakby mnie pochalania na tyle, ze nie chce sie rozpraszac - przynajmniej jeszcze nie teraz.
z form aktywnosci internetowej - facebook - ale sadzac po czestotliwosci wpisow innych zaprzyjaznionych piszacych - wszyscy tak mają:)
zaplanowal mi sie wyjazd do POlski - na koniec czerwca - z okazji slubu Przemka i pojade na niego jako samotny rodzic z 3 dzieci.
M powinien jak najszybciej zmienic prace, to juz 3 slub w ciagu roku ktory mu przechodzi kolo nosa.
zatem z wizyty rodziny znow nici - ciekawe, ze przyjaciele i znajmi zawsze znajduja czas zeby sie do nas wybrac, ntomiast najblizsza rodzina - jakby unikala.
co do wizyt znajomych zapowiada sie ciekawie , bo praktycznie od stycznia ciagle kogosc goscimy - na weekend, na pare dni.
jednej wizyty jestem bardzo ciekawa i na nia czekam - Pawel zapowiedzial sie do nas na koniec kwietnia lub poczatek maja.
odkad wyplynal nie wiem nic jak sytuacja prawna jego tzw malzenstwa - jak i pewnie on sam:)
- ciekawe wiec co takiego nam opowie jak juz zaraz po powrocie z morza u nas zawita.
o pracy nie chce mi sie pisac - jest fajna i bardzo wymagajaca.
warunki pracy - dobre - warunki personalne - skostniale i osadzone w niedzisiejszych realiach,
ale nie przeszkadzaja mi na tyle by spedzac sen z powiek.
co poza tym - nie wiem sama - jest ok - chyba najbardziej upajam sie stabilizacja - nie zastanawiam, nie planuje, nie przyemysliwuje. odpreze sie chyba dopiero za miesiac...
ale sytuacja jakby mnie pochalania na tyle, ze nie chce sie rozpraszac - przynajmniej jeszcze nie teraz.
z form aktywnosci internetowej - facebook - ale sadzac po czestotliwosci wpisow innych zaprzyjaznionych piszacych - wszyscy tak mają:)
zaplanowal mi sie wyjazd do POlski - na koniec czerwca - z okazji slubu Przemka i pojade na niego jako samotny rodzic z 3 dzieci.
M powinien jak najszybciej zmienic prace, to juz 3 slub w ciagu roku ktory mu przechodzi kolo nosa.
zatem z wizyty rodziny znow nici - ciekawe, ze przyjaciele i znajmi zawsze znajduja czas zeby sie do nas wybrac, ntomiast najblizsza rodzina - jakby unikala.
co do wizyt znajomych zapowiada sie ciekawie , bo praktycznie od stycznia ciagle kogosc goscimy - na weekend, na pare dni.
jednej wizyty jestem bardzo ciekawa i na nia czekam - Pawel zapowiedzial sie do nas na koniec kwietnia lub poczatek maja.
odkad wyplynal nie wiem nic jak sytuacja prawna jego tzw malzenstwa - jak i pewnie on sam:)
- ciekawe wiec co takiego nam opowie jak juz zaraz po powrocie z morza u nas zawita.
o pracy nie chce mi sie pisac - jest fajna i bardzo wymagajaca.
warunki pracy - dobre - warunki personalne - skostniale i osadzone w niedzisiejszych realiach,
ale nie przeszkadzaja mi na tyle by spedzac sen z powiek.
co poza tym - nie wiem sama - jest ok - chyba najbardziej upajam sie stabilizacja - nie zastanawiam, nie planuje, nie przyemysliwuje. odpreze sie chyba dopiero za miesiac...
wtorek, 10 stycznia 2012
pracuje.
codziennie zapycham do pracy.
i kurcze, cieszy mnie to, chyba sie stesknilam za byciem poukladanym zawodowo czlowiekiem.
nie jest tak samo jak wtedy kiedy byla tylko praca i po pracy zabawa, kiedy zarobkowalo sie nie dla kariery,
a dla mozliwosci realizowania dzikich akcji.
kiedy do 16 bylam poukladana dziewczyna w garniturze, a po 16 i w weekendy bylam w koncu soba.
teraz jest inaczej.
po 8 latach poczatkowej radosci z prowadzenia wlasnej dzialanosci, a pozniej po zmaganiach sie z nia
osiagnelam sytuacje spzred dzieci, tyle, ze tym razem swiadomie i dojrzalej.
dawniej obowiazki, ktore do mnie nalezaly byly jakby dane mi na wyrost - dawalam rade, ale czulam sie
w tamtym zyciu jak w za ciasnym garniturze.
teraz w koncu czuje sie dorosla na tyle by ponownie robic co odpowiedzialnego.
i tak odpowiedzialna , ze gotowa na dorosla prace.
i stalo sie to w najlepszym mozliwym momencie - wszystkie stresy i pzremyslenia zlaczone z nieuchronnie zbilzajaca sie 40 zdecydowanie sie oddalily i przestaly mnie budzic po nocach.
moja wewnetrzna dorosla ja zostala dostzrezona, wyrozniona i pochwalona - bardzo mile uczucie.
mimo ze od lat staram sie swoje ego upchnac za szafa - podjecie tej pracy strasznie moje ego nakarmilo
az mu sie za ta szafa zrobilo troszke ciasno:)
ale niech tam siedzi - tam jest jego miejsce - syte i szczesliwe - i niech mi nie zatruwa zycia...:)
mam pare rzeczy do zrobienia...
codziennie zapycham do pracy.
i kurcze, cieszy mnie to, chyba sie stesknilam za byciem poukladanym zawodowo czlowiekiem.
nie jest tak samo jak wtedy kiedy byla tylko praca i po pracy zabawa, kiedy zarobkowalo sie nie dla kariery,
a dla mozliwosci realizowania dzikich akcji.
kiedy do 16 bylam poukladana dziewczyna w garniturze, a po 16 i w weekendy bylam w koncu soba.
teraz jest inaczej.
po 8 latach poczatkowej radosci z prowadzenia wlasnej dzialanosci, a pozniej po zmaganiach sie z nia
osiagnelam sytuacje spzred dzieci, tyle, ze tym razem swiadomie i dojrzalej.
dawniej obowiazki, ktore do mnie nalezaly byly jakby dane mi na wyrost - dawalam rade, ale czulam sie
w tamtym zyciu jak w za ciasnym garniturze.
teraz w koncu czuje sie dorosla na tyle by ponownie robic co odpowiedzialnego.
i tak odpowiedzialna , ze gotowa na dorosla prace.
i stalo sie to w najlepszym mozliwym momencie - wszystkie stresy i pzremyslenia zlaczone z nieuchronnie zbilzajaca sie 40 zdecydowanie sie oddalily i przestaly mnie budzic po nocach.
moja wewnetrzna dorosla ja zostala dostzrezona, wyrozniona i pochwalona - bardzo mile uczucie.
mimo ze od lat staram sie swoje ego upchnac za szafa - podjecie tej pracy strasznie moje ego nakarmilo
az mu sie za ta szafa zrobilo troszke ciasno:)
ale niech tam siedzi - tam jest jego miejsce - syte i szczesliwe - i niech mi nie zatruwa zycia...:)
mam pare rzeczy do zrobienia...
niedziela, 1 stycznia 2012
piątek, 30 grudnia 2011
jeszcze w starym roku
udalo mi sie zmusic, naklonic siebie, pzrekonac - do powrotu do biegania.
po roku lenia smierdzacego i oszukiwania siebie, ze nie trzeba, ze nie warto, ze mnie kolana bola i to szkodliwe jest - zaczelam znow i z kazdym kolejnym wyjsciem jest mi latwiej.
nie zapadne tej zimy na depresje, oj nie.
raz, ze pogoda najwyrazniej mi sprzyja - rekordowo cieplo i slonecznie, nawet jakby sie zaraz mialo cos spierdzielic to i tak pozostaja raptem dwa miesiace zimowe.
dwa - ta sprawa z nowa, dlugo poszukiwana praca sprawia, ze myslami jestem juz w kwietniu
trzy - pomysl na solidny detoks na poczatku jesien jakos mnie trzymal w ryzach przez cala jesien i mimo zimy (lagodnej , bo lagodnej ale jednak zimy) - nadal trzyma.
rozpasalam sie, nieuniknione to bylo - w czasie swiat - ale tym chyba szybciej sie teraz po tym popasie zbieram. koncycji jedynie nie mam zadnej - a mialam jak maratonczyk.
no nic - zbuduje ja na nowo.
pocieszajace jest to, ze z kazdym kolejnym wyjsciem na wycisk jest mi latwiej WYJSC i duzo radosniej wrocic PO do domu.
stopniowo wroce do formy - i tej duchowej i tej fizycznej - i mam nadzieje - TEJ WYGLADOWEJ tez.
zazwyczaj pzreciez zabieralam sie za siebie w styczniu , lutym - zatem skoro teraz stanelam na macie w grudniu - prognozy widze tylko optymistyczne
po roku lenia smierdzacego i oszukiwania siebie, ze nie trzeba, ze nie warto, ze mnie kolana bola i to szkodliwe jest - zaczelam znow i z kazdym kolejnym wyjsciem jest mi latwiej.
nie zapadne tej zimy na depresje, oj nie.
raz, ze pogoda najwyrazniej mi sprzyja - rekordowo cieplo i slonecznie, nawet jakby sie zaraz mialo cos spierdzielic to i tak pozostaja raptem dwa miesiace zimowe.
dwa - ta sprawa z nowa, dlugo poszukiwana praca sprawia, ze myslami jestem juz w kwietniu
trzy - pomysl na solidny detoks na poczatku jesien jakos mnie trzymal w ryzach przez cala jesien i mimo zimy (lagodnej , bo lagodnej ale jednak zimy) - nadal trzyma.
rozpasalam sie, nieuniknione to bylo - w czasie swiat - ale tym chyba szybciej sie teraz po tym popasie zbieram. koncycji jedynie nie mam zadnej - a mialam jak maratonczyk.
no nic - zbuduje ja na nowo.
pocieszajace jest to, ze z kazdym kolejnym wyjsciem na wycisk jest mi latwiej WYJSC i duzo radosniej wrocic PO do domu.
stopniowo wroce do formy - i tej duchowej i tej fizycznej - i mam nadzieje - TEJ WYGLADOWEJ tez.
zazwyczaj pzreciez zabieralam sie za siebie w styczniu , lutym - zatem skoro teraz stanelam na macie w grudniu - prognozy widze tylko optymistyczne
czwartek, 22 grudnia 2011
Kristmas party
Zaliczone:) bylo fAjnie, miło, wesoło i młodzieżowo. Jak zwykle i po angielsku co nastraja do tego, żeby nie zapraszać - Anglicy nie rozumieją naszej polskiej tradycji, ze jak sie gdzieś idzie to sie ze sobą przynosi. Mimo upływu lat nic sie w temacie nie zmienia. Następnym razem wystawie za swej strony dzbanek herbaty
Subskrybuj:
Posty (Atom)




